Ryszard Brykowski > Gazeta Kołomyjska nr 1 (15) 1997

    Przywieziony do Krakowa, przechowywany był u ojców kapucynów, skąd uroczyście 4 kwietnia 1956 r. przekazany został do nowego kościoła o.o. kapucynów w Skomielnej Czarnej. Do obrazu miała być przytwierdzona karteczka z podaną w streszczeniu dawną legendą i współczesną historią skreśloną ręką ks. dra Michała Białowąsa, ostatniego administratora kościoła parafialnego w Kołomyi. Niestety, karteczka ta zaginęła, ale jej treść została wpisana do kroniki kościoła i parafii w Skomielnej.

    W nowym miejscu kołomyjski obraz Madonny z Dzieciątkiem jest czczony, podobnie jak niegdyś w rodzinnym mieście, i jak tam, zasłynął niebawem łaskami. A gdy po latach został „odkryty" przez dawnych swych parafian, rozproszonych po kraju i świecie, powię-kszyli oni góralską społeczność nowej parafii, pielgrzymując każdego roku w dniu 3 września do swojej Matki Bożej. W ubiegłym roku przybyli tu również po raz pierwszy, pielgrzymi z Kołomyi z proboszczem Piotrem Bukiem, skupieni przy zwróconym im kościele pojezuickim. Obie zaś społeczności Kołomyjan - ta z kraju i ta stamtąd - znalazły zrozumienie, bratnie serca i przyjacielską gościnę u góralskich parafian.

      Na jednym ze spotkań kołomyjan we Wrocławiu (tutaj bowiem przy Towarzystwie Miłośników Lwowa i Kresów Wschodnich istnieje Oddział „Pokucie", skupiający krajowych kołomyjan) piszący te słowa zaproponował wykonanie kopii obrazu Matki Bożej z Kołomyi dla Kołomyi. Dla kołomyjanina, a równocześnie historyka sztuki, tkwiła w tym pomyśle dodatkowa „wielka przygoda", dotąd bowiem żaden historyk sztuki nie oglądał z bliska obrazu kołomyjskiego, „rówieśnika częstochowskiego". Można więc było obiecy¬wać sobie po zdjęciu sukienki z obrazu wiele emocji, a nawet interesujących odkryć.
Po pozyskaniu części niezbędnych funduszy, za co dzięki Gene-ralnemu Konserwatorowi Zabytków, którego też porwała możli-wość wielkiej przygody, zainteresowaniu sprawą Fundacji Ochrony Zabytków oraz po uzgodnieniu z proboszczem, ojcem Bogusławem Piechutem, do Skomielnej Czarnej zjechali z dalekiej Stolicy adiunkci Wydziału "Konserwatorskiego warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych - Paweł Pietrusiński i Janusz Smaza w celu rozpoczęcia prac nad kopią. Po zdjęciu drewnianej sukienki zaskoczenie było zupełne. Naszym oczom ukazał się pomimo zabrudzenia i uszkodzeń przepiękny obraz, - kopia Matki Boskiej Często¬chowskiej, malowana najpewniej w 2 ćwierci XVII stulecia, na co wskazywały tzw. korony władysławowskie na głowach Maryi i Dzieciątka; Ofiarowane zostały one przez Władysława IV Wazę w styczniu 1635 r., jako wotum za uzdro¬wienie. Są one dzisiaj znane jedynie z przekazów rysunkowych i kilkunastu kopii Jasnogórskiego Obrazu rozsianych po kościołach i unickich cerkwiach na całym obszarze Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Korony bowiem władysławowskie zastąpione zostały koronami ufundowanymi przez papieża Klemensa Xl i nałożonymi na obraz podczas uroczystej koronacji, jaku miała miejsce w 1717 r.

    NIESPODZIANKOM nie by-ło jednak końca. Obraz nie był, jak sadzono, malowany no desce, lecz na miedzianej blasze. Tak wykonywano kopie na miejscu i ofiarowywano królewskim pielgrzymom. Ale obraz był nie tylko malowany na blasze i przytwierdzony do drewnianego podłoża, ale rzeczywiście był „wyrżnięty" po konturze obu postaci - Madonny i Dzieciątka - tak w metalu, jak również w drewnianym podobraziu. To wycięcie po konturze figur zostało dokonane starannie i może być pierwotne, początkowe. Natomiast obcięcie od dołu wykonano niedbale, jakby w pośpiechu. Spowodowało ono też znaczne skrócenie kołomyjskiego obrazu w stosunku do oryginału, co razem wskazuje, iż niewątpliwie obraz obcięto od dołu w późniejszym już czasie. Równocześnie stwierdzono, że nieosłonięta blachą cześć drewnianego podobrazia została starannie zagruntowana i wyrównana do grubości blachy, jakby przygotowana do malarskiego uzupełnienia brakującej, bo odciętej części obrazu. Kiedy to „konserwatorskie" działanie mogło mieć miejsce, można się jedynie domyślać, licząc, że przyszłe specjalistyczne badania domysły te potwierdzą.

     Na razie jedno jest pewne. Kołomyjska kopia Jasnogórskiego Obrazu była istotnie „wyrżnięta", ale nastąpiło to znacznie wcześniej niż w 1946 r, Była też oprawiona, tak jak i obecnie w Skomielnej, w znacznie szersze drewniane pole obrazowe. I właśnie to wcześniejsze wycięcie obrazu umożliwiło stosunkowo łatwe wyjęcie z ołtarza głównego jego najistotniejszej części, czego nie można byłoby dokonać w sposób szybki i „potajemny" w tamten trudny czas repatriancki.

     DŁUGO w noc na kapucyńskiej plebanii w Skomielnej trwały rozhowory. Zastanawiano się, co robić z odkryciem, jak je przyjmą dzisiejsi i dawniejsi parafianie, bo przecież odkrycie ukazało zupełnie inny od dotychczasowego obraz, do którego przywykli? Jak w przyszłości eksponować odkryte malowidło, jaką kopię wykonać dla Kołomyi, jak pokryć koszty związane z odkryciem - przyszłą konieczną konserwacją obrazu i jego ekspozycją, jeżeli wciąż brak funduszu na ukończenie, kopii? Ale w tę noc pełną wrażeń zmartwienie o fundusze wydawało się nawet dla pomysłodawcy wykonania kopii i pośrednio sprawcy  odkrycia  sprawy   odległy  i...  mało istotną. Wszak mieliśmy do czynienia z obrazem łaskami sły-nącym! Snuto też rozważania nad fundatorem, kto może ukrywać się pod herbem Pilawa lub Lis, którego fragment (i stad niepewność co do herbu) zachował się na dolnej, środkowej, najbardziej zniszczonej części obrazu. Pilawa pasowałaby do Potockich, znanych na tym obszarze w XVII stuleciu, ale to jeszcze niczego nic wyjaśniało. Natomiast nad ranem, gdy rozchodziliśmy się na krótki odpoczynek, zapadły już pierwsze wiążące decyzje: - odkryty obraz ze względu na jego wartość kulturową, dewocyjną i malarską musi być ujawniony i poddany pracom konserwatorskim oraz szczegółowym badaniom; - na patrona prac konserwatorskich należy pozyskać Generalnego Konserwatora obrazu Madonny i Jasnogórskiej,   dziekana   Wydziału   Konserwatorskiego   Akademii Sztuk Pięknych z Warszawy prof. Wojciecha Kurpika - odkryty obraz  powinien   być   w  przyszłości eksponowany w taki sposób, aby pogodzić potrzeby kultu z jego dotychczasową formą; - kopia do Kołomyi   będzie  wykonana  według stanu wyjściowego,   tzn.  takiego, jaki był dotąd znany kołomyjanom i skolmielnianom.
Druga warszawska wyprawa do Skomielnej Czarnej przybyła w dniu 5 marca b r. Wzięli w niej udział: prof. Wojciech Kurpik, prof. Andrzej Kos, adiunkci Paweł Pietrusiński i Janusz Smaza. Niestety, piszący te słowa walczył wówczas z wirusowym zapaleniem gardła, może więc relacjonować wydarzenia z „drugiej ręki".
Prof. Wojciech Kurpik,. jak można było przypuszczać, został oczarowany odkryciem i obraz z Kołomyi uznał za najcenniejszą ze znanych mu siedemnastowiecznych kopii Obrazu Jasnogórskiego. Zwołano Radę Parafialną, a profesor przedstawił jej członkom wyjątkowość dokonanego odkrycia, Proboszcz przy aprobacie Rady wyraził zgodę na zdjęcie malowanej blachy z drewnianego podłoża, do którego była przymocowana miedzianymi ćwieczkami, l wówczas... nastąpiło kolejno odkrycie - na odwrocie obrazu znajdował się długi napis fundacyjny z nazwiskiem fundatora, malarza i data wykonania!

    Skomielnianie w lot. pojęli, że ich kołomyjska Madonna w swojej łaskawości wprowadza Skomielną Czarną na karty dziejów narodowego kultu Jasnogórskiej Pani i Królowej Polski, Toteż mężnie podjęli decyzje w sprawie sfinansowania kopii twarzy Madonny i Dzieciątka do kołomyjskiej sukienki, co pozwoli na konserwacją odkrytego obrazu, a w przyszłości ten „kołomyjski" obraz stanie się sam sukienką dla odkrytego. Podjęli leż decyzję o konserwacji odkrytego obrazu, która zostanie przeprowadzona w warszawskiej ASP pod kierunkiem prof. Wojciecha Kurpika.

    W drodze do Warszawy wstąpiono z obrazem na Jasna Górę, gdzie Profesorowi udało się odnaleźć w spisach paulińskich zakonników nazwisko malarza Stanisławy Drezanensisa, figurujące na rewersie obrazu. Tak więc zakonnik, malarz pauliński był autorem, kołomyjskiego obrazu. Fundatorem zaś był Michał Stanisławski, o którym z tekstu wiadomo jedynie, że obraz ufundował dla Towarzystwa Różańcowego przy konwencie zakonnym (dominikańskim) i, że ówczesnym przeorem był Reginald Pruskowski. Można na razie jedynie dodać, że ród Stanisławskich herbu Pilawa znany był na przełomie XVI i XVII stulecia na Podolu i Pokuciu, a jeden z jego członków, podkomorzy podolski, miał na  imę    Michał,    ale    ten   zginął w 1604 r.

     NIEWĄTPLIWIE,     jak     już wspomniano,   dalsze   badania archiwalne, historyczne, konserwatorskie  i  inne  wyjaśnią zapewne wiele szczegółów, ale już dzisiaj tui podstawie znanych dziejów   Kołomyi   można  się  pokusić o pewne hipotezy.

     Kołomyja była w przeszłości parokrotnie zdobywana (1502, 1513, 1531, 1509, 1621), a jej ludność wycinana w pień lub brana w jasyr. Zniszczeń „bardziej niż Tatarowie" dokonywała też wartka i krnąbrna rzeka Prut, nad brzegiem której miasto było zlokalizowane. Według lustracji z-1627 r., zniszczenia były tak wielkie, że miasto przeniesiono znad Prutu na nowe, dogodniejsze miejsce. W ciągu trzech łat miano wznieść wały, domy, zamek i dwa kościoły: parafialny oraz ojców dominikanów. Można zatem przypuszczać, że w czasie klęsk, a zwłaszcza ostatniego totalnego zniszczenia miasta, w którym udział mieli Tatarzy i żywioł rzeki, mógł ulec zniszczeniu słynący z łask obraz Matki Bożej, nic tylko „rówieśnik częstochowskiego", ale zapewne bardzo do niego podobny. Wyjaśniałoby to, dlaczego po nowy obraz zwrócono się tak daleko i właśnie do Jasnej Góry, jeżeli po drodze, tylko na ziemiach województwa ruskiego (lwowskiego), było wówczas sporo cudownych i słynnych obrazów, mogących służyć za wzorzec. Widocznie „nowy" obraz powinien być „jak stary", aby przypominać lub wręcz zastąpić dawny i aby dzięki temu można było kontynuować kultową tradycję.
Klasztor i kościół oo. dominikanów uległy" „supressyi" na polecenie władz austriackich, a budowle zostały niebawem rozebrane. Wieść gminna niesie, że mieszczanie „siankami" tu zwani, mieli się zbuntować przeciwko władzy zaborczej, a ta ukarała ich zburzeniem zamku i klasztoru. Wówczas cudowny obraz przeniesiono do kościoła parafialnego. Ale w roku 1033 kościół uległ pożarowi, zaś w roku 1051 sprawiono nowy ołtarz wielki, w którym znalazł się ...„obraz Matki Boskiej Królowej Niebios, cudami słynący, przeniesiony... z kościoła o.o. Dominikanów". Obie te wiadomości, nie notowane w dziejach miasta, zawdzięczam uprzejmości ks. Mariana Buczka z Archiwum i Biblioteki Kurii Arcybiskupiej w Lubaczowie, za co serdecznie dziękuję.

     Wprawdzie nic jest znany zakres zniszczeń dokonanych przez wspomniany pożar, ale można przyjąć, że budowa, nowego ołtarza miała związek z tym pożarem. Być może, że wówczas uszkodzony został też obraz, a w czasie „prac konserwatorskich" obcięto zniszczoną dolną część malowidła, a następnie wykonano wspomniane gruntowanie, lecz z niewyjaśnionych przyczyn odstąpiono od pierwotnego zamysłu uzupełnienia malowidła. Odnotować też należy, że na drewnianej sukience znajdują się dwie warstwy złoceń odgrodzone gruntem.

     Zanim nastąpią badania, a ich wyniki zostaną opublikowane, można stwierdzić, że odnaleziona została jeszcze jedna siedemnastowieczna kopia obrazu Jasnogórskiej Pani, zamówiona świadomie na Jasnej Górze z przeznaczeniem dla daleki, pograniczny kraniec Rzeczypospolitej. Data zaś 8 grudnia 1635 r. umieszczona na rewersie obrazu świadczy, że kopia z Kołomyi jest najwcześniejszą ze znanych dotąd kopii obrazu Czarnej Madonny przystrojonej wspaniałymi koronami ofiarowanymi przez króla Władysława IV Wazę.

RYSZARD BRYKOWSKI            

Na prośby "nowych" Czytelników zamieściliśmy powyższy artykuł dotyczący Cudownego Obrazu Matki Boskiej Kołomyjskiej. Artykuł ten był publikowany w:   "Magazyn. Słowo - dziennik katolicki” nr -9, s.6-8 z dnia 10 -12.XII1993 orz „Spotkania z zabytkami” 1993 nr 12 s. 20-23.