Wizerunek z Kołomyi

    Pozycję wyjątkową wśród XVII-wiecznych kopii Jasnogórskiej Bogurodzicy zajmuje wizerunek z Kołomyi, znajdujący się obecnie w Skomielnej Czarnej • 98 (awers). Wpływa na to szereg czynników, wśród których najważniejsze jest datowanie - 1635, a także sygnatura malarza Stanisława Brzezińskiego lub Brzozow¬skiego, jedynego, jak dotąd, znanego paulińskiego kopisty, niewątpliwego wykonawcy określonego obrazu • 99 A i B - W klasztornym wykazie święceń można przeczytać, że: Stanislao Brezanensis, po odbyciu subdiakonatu (1602) i diakonatu (1603), 13 marca 1604 został prezbitrem 543. O wysokiej wartości dokumentalnej omawianej kopii decyduje również fakt, że jest jednym z pierwszych, lub nawet pierwszym wizerunkiem, w którym głowę Marii zdobi korona ufundowana przez Władysława IV, co miało miejsce w tym samym roku, w którym kopię namalowano (1635)544. Ową dokumentalną wartość podnosi również dobry poziom samego malowidła, zwłaszcza precyzja szczegółów koron, nie pozostawiająca wątpliwości jak wyglądały naprawdę. Odtworzone z niemalże fotograficzną dokładnością, ukazują w całym pięknie dar królewski - diadem na głowie Marii, a tak¬że koronę Dzieciątka, z pewnością w jej prawdziwej formie. Jeśli przyjąć za Ambrożym Nieszporkowitzem, że było: „wotum w Warszawie RP 1635, 6 stycznia uczynione" 545, wizerunek z Kołomyi musiał powstać w następnych miesiącach tegoż roku, gdy już diadem uwieńczył głowę Marii. Wcześniejsza (łacińska) relacja A. Nieszporkowitza na temat tej Władysławowskiej fundacji nie znajduje potwierdzenia w zestawieniu z wyglądem korony dla Dzieciątka, która nie ma dedykacji Tibi Iesu (zagadnienie to bardziej szczegółowo omówione zostało przy opisaniu wotum Władysława IV). Obie dedykacje na koronach ukazuje dopiero miedzioryt włączony do dzieła Andrzeja Gołdonowskiego 546, wydanego w 1642 roku, a więc w dziewięć lat po ufundowaniu koron i namalowaniu kopii dla Kołomyi. Do tego czasu mogła już się pojawić druga korona, o której, także dużo później, bo dopiero w 1681 roku, pisał Ambroży Nieszporkowitz. Wszystko byłoby więc jasne, gdyby nie fakt, że na wielu ówczesnych kopiach Dzieciątko ma na¬dal koronę z 1635 roku. Diadem, niemalże identyczny do omawianego wyżej, ma też kopia w Łęczeszycach. Jest bardzo dobrze zachowany, mimo dużych zniszczeń innych partii obrazu - twarzy Marii, całego, niegdyś złoconego tła i zrekonstruowanej korony Dzieciątka, którą wykonano, opierając się na danych z literatury 547.

    Poza innowacją, jaką jest korona Władysława IV, kopia z Kołomyi ukazuje, narysowane na pozłoconym podkładzie, nimby Jagiełły, a także lepiej niż kiedykolwiek dotychczas, odsłonięte spod pęków łańcuszków i korali, szaty Marii oraz Dzieciątka. Wyraźnie przy tym zaznaczone są na mankietach i galonach zdobiących skraje szat, umieszczone tam niewielkie precjoza, znajdujące swe odpowiedniki w śladach odnoto¬wanych na rentgenogramie. To te właśnie, ukazane tu precjoza, siedemdziesiąt lat później czyścił i uzupełniał brat Makary Sztyftowski548, o czym będzie mowa we właściwym momencie.
    Ważnej informacji dostarcza też oblicze Marii, które w tym wypadku nie jest jeszcze jednym szablonowym powtórzeniem stale powielanego wzoru, lecz próbą istotnego szukania podobieństwa do oryginału. To już nie jest ta znana z licznych kopii, wyszczuplona twarzyczka, tylko w pełni modelowana oraz w miarę prawdziwa sylweta twarzy Matki Bożej z Jej jasnogórskiego wizerunku. Potwierdzeniem faktu, że artysta kopiując, miał możliwość bacznego obserwowania oryginału, są prawidłowo i dokładnie powtórzone cztery „blizny", z których dwie dłuższe krzyżują się na szyi z dwiema krótszymi, i biegną nadal ku dołowi, sięgając galonu. Ostrość widzenia artysty poświadczona została również i tym. że poza znanymi „bliznami", odnotował też ślady czterech innych uszkodzeń, które zresztą do dziś są czytelne na obliczu Jasnogórskiej Bogurodzicy.
    Wielka szkoda, że omawiana kopia, którą namalowano na miedzianej blasze, została poobcinana ze wszystkich stron. Czyniono to dwukrotnie: u dołu, poziomo, gdzie na krawędzi pozostawiono duże ostre nierówności usuwanego przecinakiem metalu, oraz dookoła sylwety ramion i nimbów, które częściowo przy tym zostały zmniejszone, i gdzie obcięcie nieco bardziej wyrównano. Krawędzie pierwotne, równe i wygładzone, pozostały nietknięte tylko na niewielkich pionowych odcinkach boków, w najniższej (obecnie) części podłoża, przy prawym łokciu i lewej dłoni Marii. Poza sylwetami obu postaci i okrojonymi nimbami, zachował się też przy łokciu Dzieciątka, niewielki fragment tła. Odległość między oryginalnymi krawędziami na bokach wynosi 78 cm, co jest pierwotną szerokością podłoża, i co wobec 81,5 cm szerokości obrazu Jasnogórskiej Bogurodzicy, świadczy, że kopia miała wymiary zbliżone do oryginału.
    Podobnie jak lico, tak i tylna strona omawianej kopii zawiera cenne informacje. Według napisu na odwrocie jej fundatorem był Mikołaj Stanisławski herbu Pilawa (szczątki tarczy herbowej zachowały się przy dolnej krawędzi), a przeznaczona została dla Towarzystwa Różańcowego przy konwencie oo Dominikanów w Kołomyi, którego opiekunem był przeor o. Reginald Pruskowski 549 Wykonawca wizerunku Stamslao Brezanensis, gdy rozpoczynał malowanie kopii dla Kołomyi, był już doświadczonym artystą, od ponad trzydziestu lat działającym i tworzącym w zakonie. Dlatego pewnie umieszczona została na obrazie jego sygnatura, uwierzytelniająca zarówno klasę jak i trwałość malowidła. W pełni znajdują one potwierdzenie także dziś, po przeszło trzy i pół wieku istnienia dzieła.
    Koronowanie Jasnogórskiej Bogurodzicy diademem Władysława IV zbiegło się w czasie z odnowieniem wizerunku, „poprawiającym" nieco jego formę, tak bardzo przez synod krakowski 1621 roku chwaloną i zalecaną do naśladowania. Wszelako pęki drogocennych wotów, łańcuszków i korali, które z czasem stały się na kopiach atrybutem Jasnogórskiej Marii, nie od razu zaczęły znikać, by ową formę w pełni ukazać. Nim znikły ostatecznie, powstawały kopie powtarzające dawny schemat, lecz ze zmienioną koroną Matki Bożej. Nie zawsze też ta zmiana ukazywała poprawną formę korony Władysława IV, często zachowując tylko jej sylwetę i wypełniając ją zupełnie innymi motywami. Skrajnego przykładu takiej interpretacji dostarca kopia z Biskupic. 100.  W koronie Marii dominuje na osi duży krzyż; dwa sporo mniejsze miały w zamierzeniu znajdować się po jego bokach, niby sterczyny na obręczy, lecz jeden, od strony Dzieciątka, częściowo zniknął wśród wypełniających cała koronę klejnotów układanych w kształty rozet, z podkreśleniem graniastego szlifu kamieni. Podobnie ozdobiono koronę Dzieciątka, lecz jest ona bez krzyży i bardziej przypomina tę, jaką miał wizerunek z Kołomyi......